MÓZG W NACZYNIU
MÓZG W NACZYNIU
Współcześni neurochirurdzy od lat zastanawiają się, jak daleko możemy przesunąć granice medycyny. Jednym z najbardziej kontrowersyjnych pomysłów jest możliwość przeszczepienia ludzkiej głowy lub — patrząc na problem z drugiej strony — całego ciała.
Jednym z badaczy zajmujących się eksperymentalnie tą problematyką był chiński chirurg Xiaoping Ren, prowadzący badania nad transplantacją głowy u zwierząt oraz eksperymenty na ludzkich zwłokach.
Brzmi jak science fiction.
Ale jeszcze ciekawsze pytanie pojawia się wtedy, kiedy zamiast całego człowieka pozostawimy... sam mózg.
JAK OŻYWIĆ MÓZG?
W 2019 roku zespół Nenada Šestana z Yale University przeprowadził niezwykły eksperyment.
Naukowcy wykorzystali system nazwany BrainEx, za pomocą którego kilka godzin po śmierci świń rozpoczęli perfuzję ich mózgów specjalnie przygotowanym płynem.
Nie „ożywili” mózgów w potocznym znaczeniu tego słowa.
Nie przywrócono świadomości ani globalnej aktywności elektrycznej charakterystycznej dla funkcjonującego mózgu. Badacze wykazali jednak, że kilka godzin po śmierci możliwe było przywrócenie części funkcji komórkowych i metabolicznych.
To odkrycie postawiło niezwykle ciekawe pytanie:
Jak długo śmierć mózgu jest procesem, a od którego momentu staje się stanem nieodwracalnym?
I prowadzi nas do jeszcze bardziej radykalnego eksperymentu — tym razem już nie biologicznego, lecz filozoficznego.
MÓZG W NACZYNIU
Wyobraź sobie mózg umieszczony w naczyniu wypełnionym substancją pozwalającą utrzymać go przy życiu.
Mózg zostaje połączony z niezwykle zaawansowanym komputerem.
Komputer wysyła do niego dokładnie takie sygnały, jakie normalnie otrzymywałby poprzez oczy, uszy, skórę i pozostałe zmysły.
Widzisz pokój.
Dotykasz stołu.
Rozmawiasz z drugim człowiekiem.
Idziesz ulicą.
Czujesz wiatr.
Tyle że żadna z tych rzeczy nie istnieje.
Istnieje jedynie mózg i aparatura dostarczająca mu odpowiednich sygnałów.
To właśnie słynny eksperyment myślowy „mózgu w naczyniu”, kojarzony przede wszystkim z filozofem Hilarym Putnamem.
A SKĄD WIESZ, ŻE NIE JESTEŚ NIM TY?
Tutaj eksperyment staje się naprawdę interesujący.
Jeżeli wszystkie informacje o świecie docierają do nas za pośrednictwem układu nerwowego, to skąd możemy wiedzieć, że doświadczenie odpowiada rzeczywistości znajdującej się „na zewnątrz”?
A gdybyśmy założyli, że wszyscy jesteśmy mózgami podłączonymi do jednego systemu generującego spójne doświadczenie świata?
Czy moglibyśmy odkryć, że żyjemy w iluzji?
Motyw ten wielokrotnie pojawiał się później w kulturze popularnej. Najbardziej oczywistym skojarzeniem jest oczywiście „Matrix”.
Ale sam problem jest znacznie starszy.
Kartezjusz zastanawiał się, czy nasze doświadczenie świata nie mogłoby być wytwarzane przez potężnego „złośliwego demona”, który systematycznie nas zwodzi.
Współczesna technologia pozwala jedynie ubrać stare pytanie filozoficzne w nowe dekoracje.
Nie demon.
Komputer.
Nie magia.
Interfejs neuronalny.
Nie sen.
Symulacja.
ILUZJA
I tutaj wracamy do pytania, które interesuje mnie najbardziej.
Nie musimy przecież rzeczywiście znajdować się w szklanym naczyniu, żeby nasz dostęp do świata był ograniczony.
Mózg nie otrzymuje „rzeczywistości”.
Otrzymuje informacje.
Na ich podstawie powstaje nasze doświadczenie świata.
A skoro tak, pojawia się pytanie:
Ile z tego, co nazywamy rzeczywistością, jest światem, a ile sposobem, w jaki nasz mózg ten świat interpretuje?
I jeszcze jedno:
jeżeli rzeczywistość byłaby doskonałą iluzją — skąd wiedzielibyśmy, że właśnie się obudziliśmy?

Komentarze
Prześlij komentarz